Max depth w Sparmanie

10 listopada 2014 r.

Wyjechaliśmy z Jackiem z Dzierżoniowa o 6:00 i po przebyciu 240 km, o godz. 8:40 przyjechaliśmy do Kamenz. Baza czynna jest od 9:00, więc musieliśmy poczekać na Josta kilka minut. W bazie nocowała grupa nurasów z Warszawy, a później dojechali jeszcze nurkowie ze śląska, więc tego dnia nurkowali sami polacy :). Jost załadował nam do stejdży Tmx 19/46 i pognaliśmy do wody. )

Mieliśmy chytry plan odnotowania maksymalnej głębokości w tym kamieniołomie. Według miejskich legend można tam osiągnąć 70 m. Na podstawie analizy dostępnej mapki, wytypowałem miejsce do zanurzenia przy czwartej rurze. Niestety w realu czwartej rury nie było, a Jacek naciskał na zanurzenie przy opustówce, więc wybraliśmy kompromis - zanurzenie w toni. Zaplanowałem zejście na powietrzu i przepięcie się na na trimiks dopiero na głębokości 55 metrów, żeby poczuć różnicę w odczuwaniu narkozy azotowej. Ustaliliśmy również, że w razie zagubienia partnera, realizujemy plan nurkowania solo.

Pomysł zanurzenia w toni okazał się niezbyt dobry. Zanurzaliśmy się wspólnie do 45 metra. Na tej głębokości, niewiadomo czemu zatrzymaliśmy się (później okazało się, że Jacek źle mnie zrozumiał i przepiął się na trimiks na 45 metrach). Później było coraz gorzej, czyli zgasła moja główna latarka, nie przełączyłem wcześniej kompa w tryb ciągłego podświetlenia i co chwilę musiałem naciskać guzik, żeby kontrolować głębokość. W świetle latarki zapasowej nic nie widziałem, a w międzyczasie zniknął mi z oczu Jacek i nie wyhamowałem na 55 metrach. Zatrzymałem się dopiero na 58 metrze, oczywiście byłem w toni, więc gdzie nie spojrzałem było czarno. Na lekkiej bombce azotowej przełączyłem się na trimiks i po trzecim wdechu dookoła jakby pojaśniało :). Poniżej 60 metra widoczność spadła poniżej 1 metra, więc zatrzymałem się na 62 metrze dopiero po tym, jak poczułem dno. Zgasiłem latarkę, żeby odnaleźć światło Jacka. Przez chwilę widziałem jego światło, jednak zanim do niego dopłynąłem, zniknął w szaromlecznej zawiesinie. Nie pozostało mi nic innego tylko zrealizowanie planu solo. Słaba wizura na dnie nie ułatwiała poszukiwań maksymalnej głębokości. Co chwilę trafiałem ręką na skały i stare opony. Dno pokryte było czarnym gęstym mułem, a moja zapasowa latarka dawała tyle światła, co mała świeczka. Czas denny minął bardzo szybko. Przepłynałem po dnie do przeciwległej ściany kamieniołomu i w 14 minucie rozpocząłem wynurzanie z max depth 63,7 metra. W przedziale 50-40 metrów na ścianie wschodniej wizurka była przecudna. Pierwszy głęboki przystanek miałem na 40 metrze, tam też przełączyłem się spowrotem na powietrze. Po dwóch wdechach ponownie poczułem nieznaczne działanie sprężonego w powietrzu azotu. Z powodu wizurki tak na oko 10-15 metrowej i księżycowych krajobrazów, postanowiłem skorygować nieco plan nurkowania i posiedziałem na tych 40 metrach kilka minut dłużej kosztem kolejnego poziomu zaplanowanego na 30 metrach. Znalazłem zatopionego jeepa, cmentarzysko rowerów i ogromnego szczupaka. Dalsze wynurzanie i dekompresję zrealizowałem z wykorzystaniem Nx50. Mój komp powietrzny pokazał 86 minut deko :). Z Jackiem spotkałem się dopiero przy wyjściu. Okazało się, że znalazł głębokość 64 m. Czas nurkowania 99 minut. Średnia głębokość 19,8 m. Woda na dole miała 6 stopni, na górze 11.

Po 2 godzinnej przerwie powierzchniowej rozpoczęliśmy drugie nurkowanie. Tym razem Jacek szedł na powietrzu, a ja postanowiłem przełączyć się na trimiks dopiero poniżej 60 metra, żeby jeszcze bardziej poczuć zbawienne działanie helu. Jacek, to człowiek, który twierdzi, że nigdy nie czuje narkozy i po pierwszym nurkowaniu nie poczuł żadnej różnicy przy oddychaniu trimiksem. No cóż, ja zawsze odczuwam narkozę i tą różnicę poczułem dosyć wyraźnie. Zanurzyliśmy się przy ścianie północnego cypla z planem przejścia po dnie na południe. Moja główna latarka ożyła i przy odpowiednim naciąganiu przewodu świeciła całkiem dobrze. Tym razem nie czułem narkozy prawie wcale, więc przełączyłem się dopiero na 64 metrze. Działanie trimiksu nie bylo już tak wyraźne, jednak END = 30 m powodował, że czułem się, jak w rodzimym Zimniku :). Jacek odnotował maksymalną głębokość 65 metrów i rozpoczęliśmy wynurzanie. Do głębokości ok. 15 m. wizurka była bardzo dobra tj. ok. 8-10 metrów. Powyżej nieco gorzej, ale i tak całkiem nieźle. Na wschodniej ścianie spotkaliśmy 3 ogromne szczupaki. Jeden z nich był tak pewny siebie, że płynął na wprost mojej twarzy. Miałem wrażenie, że gdybym się nie uchylił, to uderzyłby pyskiem w moja maskę. Z wrażenia nie zdążyłem odpalić aparatu. Na 15 metrach odnalazłem zatopiony kibelek samolotu. Nurkowanie zakończyliśmy po 97 minutach. Oczywiście przy wyjściu niczym rekiny wokół ofiary, krążyły słynne jesiotry.

Reasumując, to był bardzo udany wyjazd, tylko szkoda, że nie było z nami Wiesia. Kamieniołom Sparmann jest piękny, ale wymagający. Raczej dla nurków na poziomie minimum AOWD, bo najwięcej fajnych rzeczy można zobaczyć na głębokości 30-40 metrów. Od Josta dowiedzieliśmy się, że obecnie max głębokość wynosi tu ok. 67-68 m i jest ukryta pod bardzo grubą warstwą mułu, czyli praktycznie nieosiągalna.

P1100006 20141110 131509 Image9 P1090978
P1090984 Image12 P1090995 P1100002
P1090966 P1090965 P1090977 P1090982
P1090996 P1100003 P1100005 20141110 131217
20141110 131301 20141110 131451 20141110 131335